Nie uczymy „metodami" dla samych metod. Każdą z nich wybraliśmy dlatego, że pomaga dziecku w czymś konkretnym: w planowaniu, w liczeniu, w czytaniu, w rozmowie. Poniżej pokazujemy, z czego korzystamy i po co.
Terminy zamiast godzin.
Dziecko dostaje zadania na tydzień i samo decyduje, kiedy je zrobi. Brzmi prosto, ale uczy trzech rzeczy naraz: planowania, szacowania, ile coś zajmie, i brania odpowiedzialności za własną pracę. Im starsza klasa, tym więcej tej swobody.
Pracujemy z elementami tej metody. Nie jesteśmy w pełni szkołą daltońską i nie chcemy tak o sobie mówić.
Zasady zostają. Konsekwencje też.
Zamiast „znowu to zrobiłeś" mówimy „widzę, że się pokłóciliście. Co się stało?".
Zmienia się to, że nie budujemy posłuszeństwa strachem.
Dzieci uczą się liczyć w pamięci. Szybko.
To nie jest sztuczka na pokaz. Liczenie w pamięci ćwiczy koncentrację i pamięć roboczą, a przy okazji sprawia, że dziecko przestaje się bać liczb. A dziecko, które nie boi się liczb, inaczej podchodzi do całej matematyki.
Uczeń, który wie, jak się uczyć, uczy się szybciej wszystkiego.
Uczymy techniki czytania: tempa, ale przede wszystkim wyławiania sensu. Do tego dochodzą techniki uczenia się, czyli jak zapamiętywać, jak robić notatki, jak się uczyć do sprawdzianu. To się potem przydaje na każdym przedmiocie.
Efekt zamiast sprawdzianu.
Część materiału realizujemy w projektach. Dzieci pracują w grupach nad czymś, co ma efekt — prezentację, wydarzenie, rozwiązanie problemu.
Projekt uczy tego, czego nie nauczy sprawdzian. Na przykład tego, co zrobić, kiedy ktoś w zespole nie zrobił swojej części.
Skąd to wiadomo? Kto to powiedział?
Pracujemy z elementami krytycznego myślenia i kompetencji 4K: krytyczne myślenie, kreatywność, komunikacja, kooperacja.
Odpowiedź na każde pytanie jest dziś dostępna w trzy sekundy. Wartość leży w umiejętności sprawdzenia, czy to, co znaleźliśmy, jest prawdą.
Dzieci różnią się tempem i to jest normalne. Dlatego po lekcjach działają u nas dwie grupy wsparcia.
Dla uczniów, którzy szybko przyswajają materiał i potrzebują czegoś więcej: trudniejszych zadań, przygotowania do konkursów, rozwijania mocnych stron. Pokazujemy im, jak sięgać dalej.
Dla dzieci, które po lekcjach potrzebują jeszcze raz usiąść do materiału. Poćwiczyć, posłuchać jeszcze raz, co z czego wynika i dlaczego. Bez pośpiechu i bez etykietki „słabszy uczeń" — po prostu dodatkowe wsparcie, zanim mała zaległość urośnie.
5 godzin angielskiego tygodniowo: 3 z polskim nauczycielem i 2 z native speakerem. Od klasy 4 dochodzą 2 godziny niemieckiego. Kierunkiem są egzaminy Cambridge — chcemy, żeby uczniowie mogli podejść do B2 First pod koniec szkoły podstawowej.
Wiemy, że to budzi niepokój. Sami się nad tym długo zastanawialiśmy.
Zamiast czwórki z ułamków dziecko dostaje listę: „potrafię zamienić ułamek na dziesiętny", „umiem porównać dwa ułamki". Przy każdym punkcie widać, czy już to umie, czy jeszcze nad tym pracuje. Wy widzicie to samo.
Czwórka mówi, że było trochę błędów. Nie mówi, których. A dziecko, które wie, czego dokładnie nie umie, może się tego nauczyć.
Do tego dochodzą spotkania we trójkę — uczeń, rodzic i wychowawca przy jednym stole, dwa razy w roku. A dwa razy w roku organizujemy dzień konsultacji: rodzice umawiają się na konkretne godziny i jednego dnia mogą porozmawiać ze wszystkimi nauczycielami o postępach, wyzwaniach i mocnych stronach dziecka.
Oceny na koniec półrocza i roku oczywiście są. Tego wymagają przepisy i my ich nie omijamy.
Wsparcie psychologiczno-pedagogiczne jest u nas częścią codzienności, nie procedurą uruchamianą w kryzysie. Psycholog i pedagodzy obserwują, rozmawiają i wspierają dzieci, rodziców i nauczycieli — również wtedy, gdy trudność wydaje się niewielka.
Mniejsze klasy robią tu swoje: w grupie do 18 uczniów nauczyciel po prostu widzi, że coś się dzieje, zanim zrobi się z tego problem.
Metody dobrze wyglądają na papierze, ale najwięcej widać w klasie. Przyjdźcie zobaczyć, jak pracujemy.
Umów się na spotkanie